Spektakl „Czekając na barbarzyńców”, inspirowany powieścią J.M. Coetzee’ego, nie jest opowieścią o barbarzyńcach. Jest opowieścią o społeczeństwie, które potrzebuje barbarzyńców, aby móc zdefiniować siebie, usprawiedliwić własny lęk i zalegalizować przemoc.
Największym zagrożeniem Imperium nie jest zewnętrzny wróg, lecz mechanizm, który go stwarza za pomocą języka, propagandy, procedur i codziennych decyzji ludzi, którzy nie postrzegają siebie jako sprawców, ale bez nich zło dokonane na odrzuconych przez „system” nie mogłoby się wydarzyć.
To opowieść o tym, jak zwyczajni ludzie – nie potwory, czy tyrani z podręczników historii – krok po kroku przekraczają granice człowieczeństwa w imię „porządku”, „bezpieczeństwa narodowego” i własnego komfortu.
Granica nie przebiega między „nami” i „nimi”. Przebiega przez każdego z nas. I to właśnie w tym miejscu – najbardziej niewygodnym – zaczyna się ta opowieść – podkreślają twórcy spektaklu.
Nigdy nie ma zwycięzców. Są tylko przegrani. Ale niektóre przegrane są lepsze od innych.
– fragment scenariusza spektaklu.
Fot. Karolina Jóźwiak