Chociaż Szkoła Utopii chwilo zamyka swoje drzwi, projekt będzie się rozwijał i doczeka kontynuacji. Dalsze efekty pracy artystów zobaczymy podczas tegorocznego Festiwalu Boska Komedia. 

Tymczasem zapraszamy Was do zapoznamia się z impresjami Marka Chlandy, który opowiedział nam o szkole, pamięci oraz twórczej roli artysty w procesie odczarowywania i reinterpretacji przestrzeni-symboli. 

 

Jestem tu codziennie przez wiele godzin, a Marcin docelowo wpada i kreuje tę przestrzeń, i w niej działa

Nasze podejścia do tej pracy są różne i świetnie się uzupełniają. Marcin pracuje jako scenograf i traktuje tę przestrzeń jako przestrzeń do zaprojektowania a ja  w Szkole utopii jestem uczniem i nauczycielem. Moja relacja z tym miejscem jest inna niż Marcina,  ze względu na rozciągnięcie  mojej pracy w czasie,  mój kontakt ze szkołą można nazwać adaptacyjnym i osmotycznym, a Marcina - wizyjnym. W szkole jestem tubylcem i będę nim do końca roku, a  spojrzenie Marcina jest zewnętrzne, on patrzy, można powiedzieć, zbójeckim okiem, co jest bardzo dobre. Obecnie  coraz intensywniej następuje dla nas moment połączenia sił. 

Codziennie chodzę do szkoły

Jestem na powrót zanurzony w życie szkolne. Forma mojego aktualnego, szkolnego  życia jest całkowicie dostosowana do formy pracy w szkole. Proces pracy jest bardzo wolny, gdyż wnikam w to miejsce i przyglądam się temu, jak jego materialność wnika we mnie.  Od kilku miesięcy przychodzę wczesnym rankiem do szkoły i  działam według scenariusza sporządzonego na początku . Oczywiście, w trakcie roboty, ulega on zmianom  lecz scenariuszowa linia szkoły jest zachowana.

Mam czas na spokojne, miarowe obserwowanie siebie samego jako ucznia w oparciu o wspomnienia. 

Uczę się porozumienia ze sobą z lat szkolnych. Przyglądam się samemu zjawisku szkoły, a że jako dziecko nie cierpiałem szkoły, więc zupełnie na nowo odkrywam, co to znaczyło i co to znaczy być uczniem.  Poza naszym budynkiem (naszym piętrem) szkoła  nadal funkcjonuje, obserwuję przez okno chłopaków, dzisiejszych uczniów. Obserwuję zmiany w byciu uczniem. Szkoły, do której  chodziłem, w sensie architektonicznym i materialnym, były  podobne, choć nie były elektryczne. Raczej humanistyczne, ale to nie ma znaczenia. W maju patrzyłem na chłopców – tegorocznych maturzystów technikum elektrycznego, którzy przyjeżdżali na egzaminy swoimi samochodami i urządzali wyścigi na tym tu małym podwórku. Myślę, że poza pewnymi obyczajowymi przemianami, które oczywiście nastąpiły, szkoła polska w swej strukturze i sposobie funkcjonowania  niezbyt się zmieniła, matura ma nadal uroczysty charakter  zakończenia pewnego etapu socjalizacji, umownego  wejścia  w poważne życie. 

„Szkoła utopii” nie jest ani krytyką ani apologią polskiej szkoły współczesnej, to raczej fantazja na temat szkoły

Fantazją opartą na reminiscencjach. To zaproszenie do bycia w przestrzeni, w której istnieje potencjalność zdarzeń. Przestrzeni trwającej w czasie. Mój stosunek do szkoły to stosunek do miejsca i do czasu lecz nie do programu dydaktycznego. W moim przypadku instytucja szkoły  nie zrealizowała swojego celu dydaktycznego i była kompletną dydaktyczną porażką. Poza dwoma przedmiotami w pierwszej i drugiej klasie podstawówki, mianowicie kaligrafią i operacjami matematycznymi na klockach, przeszedłem przez ten ocean wiedzy suchą nogą. Żaden z nauczycieli  przedmiotowych nie wywarł na mnie takiego wrażenia, abym poszedł za jego dziedziną.  Żaden szkolny przedmiot nie stał się  moją pasją, i nie odcisnął na mnie swojego piętna. Nie polegało to na tym, iż nie byłem zainteresowany, tylko ani razu nie nastąpił moment połączenia moich zainteresowań z ofertą szkoły. Miałem różnorodne zainteresowania, chodziłem do szkoły muzycznej, jednak szkoła – zarówno podstawowa jak gimnazjum - stawiała raczej barierę niż potrafiła zaciekawić. Myślę, że niestety wielu uczniów mogłoby to powiedzieć. Nie zmienia to faktu, że szkoła jest okresem kluczowym. Miejsce, specyficzna architektura; uczenie się sprytu, przebiegłości, uników; różnych rzeczy, które potem się w życiu przydają niekoniecznie zmieniając to życie na lepsze. Dziś jest podobnie,  do szkoły przychodzą bardzo  młodzi ludzie z dość chłonnymi umysłami, których należy „dowieźć” do progu dojrzałości. Fortunnie i niefortunnie.. To osobny tematem do rozważań - co to znaczy uczyć się, czym jest szkoła, czym jest bycie uczniem. Ważną kategorią byłaby tu dla mnie antropotechnika.

Operujemy językiem sztuk wizualnych

W odniesieniu do pierwotnego scenariusza zachowujemy kilka elementów, między innymi sugerowane przeznaczenia tematyczne poszczególnych sześciu sal. Mamy zatem kolejno salę  historii i religii, gabinet dyrektora, salę gimnastyki i choreografii, salę prób sądu ostatecznego, salę przyrody i „dedektywistyki”, salę matury i opuszczenia szkoły, oraz kible i korytarz. Każda z sal jest jednocześnie pracownią. Początkowo, zimą tego roku, myślałem o pomieszczeniach naszego 1 piętra szkoły jako miejscu, scenie zdarzeń natury widowiskowej. Później, wiosną, pozostała przestrzeń szkoły (parter i 2 piętro) stała się miejscem prób i finalnie spektaklu „Ostatnie zwierzęta”. To była inspiracja do tego by tą potencjalność zdarzeniową/widowiskową  wpleść w zasadniczo stacjonarny charakter mojej pracy.. Jednak ostatecznie ogrom roboty  nad wszystkimi elementami plastycznymi - obiektami, rysunkami, obrazami, filmami - nie pozwolił na próby stricte teatralne. Na to potrzebny by był jeszcze jeden rok w szkole.

Codziennie pokonuję trasę z centrum miasta do Nowej Huty na rowerze i to powoduje moje zbliżenie z Nową Hutą, czuję się tu obecnie lepiej niż na Rynku

Budynek tej szkoły jest mi jakoś bliski poprzez podobieństwo do moich szkół z dzieciństwa i młodości. Pamiętam dokładnie ten klimat, pożółkłe kolory, rodzaj papieru, drzewnego i bezdrzewnego, który był wtedy produkowany i używany. Przykładowo: gazety, których użyłem w sali historii i religii są rodzajem zwornika łączącego tą i wszystkie inne szkoły zbudowane w Polsce w latach 60 i 70-tych. Chodziłem do szkół w obrębie centrum miasta i wtedy w naszej ogólnej świadomości Zakopane było bliżej Krakowa niż Nowa Huta. Teraz codziennie pokonuję trasę z centrum miasta do Nowej Huty na rowerze, nastąpiło przesunięcie leksykalno-geograficzne; Kraków jest koło Nowej Huty .

Szkoła stała się wyzwaniem i zaczęła naturalnie ściągać wszystkie ważne dla mnie wcześniej wątki

Siła działania czasu i rzeczy jest taka, że w „Szkole utopii” skupiają się moje wieloletnie wcześniejsze zainteresowania, zbiegają się ścieżki moich artystycznych poszukiwań. Można tu spotkać byty i bohaterów z moich wcześniejszych realizacji. Wraz z pomysłem wejścia do tego miejsca ( w pewnym sensie zamieszkania w nim, zagospodarowania go) zostałem wciągnięty w sprawę większą:   ta quasi-szkolna rzeczywistość stanowi dla mnie klamrę tego co robię od czterdziestu lat. Na przykład w latach 80-tych realizowałem   „miejsca rysunkowe”. Ich sensem myślowym i operacyjnym było uznanie , iż każdy element przestrzeni, ściana, podłoga, sufit  stają się podobraziem, przeżywaniem podobrazia. To, co zastane w określonym miejscu, stanowi kontekst, tło i wymusza szacunek. W akcji współdziałania z przestrzenią sprawy wizualne są jednym z problemów do rozwiązania lecz nie jedynym. Ważna jest motoryka, wiedność i bezwiedność ruchów  jakimi uczymy się przestrzeni, ważne są dziesiątki mikro-stymulacji wyzwalanych dosłownie każdym elementem „własnym” konkretnego miejsca, pokoju, korytarza, klamkami, kolorami lamperii.. Tutaj w szkole te stymulacje są codziennym doświadczeniem. Kiedyś  „miejsca rysunkowe” były prywatnymi, zamkniętymi przestrzeniami,  wkraczałem do nich i używałem ich, a czasem po chuligańsku ich nadużywałem , tu w szkole pamięć owych „miejsc rysunkowych” funkcjonuje inaczej.

 Jak?

Poprzez obciążenie ciała powodowane wiekiem:  mając dwadzieścia kilka lat, stawiałem na „instynkt”, szybko dokonywałem wyborów , plastyczność ciała była zarówno witalna i dojrzała w bezpośrednim podążaniu za inklinacjami estetycznymi. Z biegiem lat entropia ciała zaczęła wymuszać rodzaj pluralizmu, zgodę na sprzeczności, niejasności, na szukanie „związków bez związku”, na kpiny z dojrzałości, tożsamości… Jeśli kiedyś stawiałem na „ja” to obecnie przyglądam się „nie-ja”. Przykładowo: w naszej szkole  problematyka poszczególnych sal/klas nie ma zwyczajowo kreślonych granic, znaki/obiekty czy sytuacje sali przyrodniczej pojawiają się w sali maturalnej, stacjonarne postacie (rzeźby) z sali gimnastyczno/choreograficznej są bohaterami filmu (animowanego) wyświetlanego w sali prób sądu ostatecznego. W tej pierwszej stanowią rodzaj zastygłego obrazu lekcji pokazowej, w tej drugiej uczestniczą w zanimowanych mikrozdarzeniach spod znaku musztry…W pierwszej występują w swoistych kostiumach, w drugiej są „nagie”…

***

2017-09-26

Szkoła Utopii - rozmowa z Markiem Chlandą

Data publikacji
26 września 2017

Teatr Łaźnia Nowa

os. Szkolne 25 Kraków

 

Bilety tel.: 12 680 23 41

bilety@laznianowa.pl

 

Sekreteriat tel.: 12 425 03 20

biuro@laznianowa.pl      

 

BIP

Teatr Łaźnia Nowa

os. Szkolne 25 Kraków

 

Bilety tel.: 12 680 23 41

bilety@laznianowa.pl

 

Sekreteriat tel.: 12 425 03 20

biuro@laznianowa.pl      

 

BIP

Szkoła Utopii - rozmowa z Markiem Chlandą

Następna Poprzednia
Nabór do projektu "Lunatyczka"
FESTIWAL GENIUS LOCI