19.01.2010.

ŚRODA, 27 stycznia


SPEKTAKL: MOJA MOLINEZJA
Miejsce: DEATHROOM DUŻY
Godzina 18.00

 
 scenariusz i reżyseria: Paweł Kamza
występują: Mateusz Janicki, Tomasz Radawiec, Tadeusz Ratuszniak, Olga Szostak, Edyta Torhan
muzyka na żywo: Joanna Słowińska, Jan Słowiński, Paweł Moszumański
scenografia: Małgorzata Szydłowska
reżyseria ruchu: Iwona Olszowska

Pani umiera. (...) Rak zapukał do ciała, nic nie da się zrobić. Pozostaje chemia - miałkie pocieszenie ludzkości. (...) Żadnych „tez". Żadnej niezgody, protestów, (...) łzawości pensjonarskiej. Żadnych tanich pocieszeń, dzierganych na kanwie wiary bądź cynizmu ateistów. Nic, tylko czekanie. Bez ozdobników, bez fajerwerków. Gołe, bezradne, surowe czekanie aż światło zwiotczeje do końca. Paweł Głowacki

Chora kobieta na kanapie, z zamkniętymi oczami, kuli się w sobie w jesienne popołudnie. Dookoła obsiedli ją bliscy, duchy i przyjaciele. Ktoś przytargał starą szafę, ktoś białe przeszklone drzwi z mieszkania z bloku. Za plecami aktorów widać przedwojenną reprodukcję przedstawiającą świętą rodzinę. Z takich kawałków, wyrwanych z kontekstu przedmiotów budujemy sobie w głowie dom na wieczność. Jako umarli będziemy żyć w iluzji sklejonej z tego, co było tutaj. Aż chce się, żeby ta scena trwała i trwała, niech nawet nic nie mówią, nie tłumaczą tego świata, sportretowanego jakby w teatralnej miniaturze, jako pomniejszony, oddalony od nas, wyjęty na chwilę z ciemności obraz. (...) Niesamowite, porażające zakończenie przedstawienia, które toczy się swoim rytmem, zajmuje pozycję na styku formy i emocji. Łukasz Drewniak

Umierasz w imię zasad. Umierasz w imię wyższych celów, wzniosłych uczuć. Giniesz za idee. Giniesz teatralnie. Na barykadach, z chorągwiami, w blasku chwały, z odgłosem trąb w tle. Grają Ci surmy złote. Jest śmierć romantyczna - kochać i ginąć, pisać poematy, odsłaniać tajemnice ostatniego tchnienia. 21 gram duszy. Jest słup światła na scenie, gong, patos sączy się z każdej szczeliny. Jest piękno śmierci. Ukłon w stronę niezmierzonej, nieodgadnionej tajemnicy odchodzenia. A w MOJEJ MOLINEZJI jest tylko umieranie. Zwykłe, jednorazowe, dotykalne. Tu śmierć nie jest wzniosła. U Pawła Kamzy śmierć sprawia ból. Umieranie sprawia ból. To taka śmierć jak kromka chleba. Anna Szczygieł

ŚMIERCIONOŚNE WERSETY - CZYTANIE PERFORMATYWNE / "ŚMIERĆ IWANA ILJICZA" Lwa Tołstoja.
Miejsce: DEATHROOM MAŁY
Godzina 19.30
 

Opieka reżyserska: Marcin Liber
Czyta: Mariusz Benoit
Muzyka na żywo: Marzena Lis (fortepian) , Rafał Drewniany (laptop)
Grafika: Małgorzata Gurowska CYKL FUNERALNY

- Skończone - powiedział ktoś nad nim.
Usłyszał jeszcze to słowo i powtórzył je w swojej duszy:  „Śmierć się skończyła, już jej nie ma.” Wciągnął w siebie powietrze, zatrzymał się w połowie oddechu, wyprężył się i umarł. Lew Tołstoj

Wybitny aktor Mariusz Benoit uchodzi za człowieka zamkniętego w sobie, nie udziela się w mediach, nie występuje w reklamach. Studenci Akademii Teatralnej w Warszawie nazywali go mrukiem o gołębim sercu. Krzysztof Feusette

Wolę opowiadać o sobie poprzez to, co robię na scenie. Jeżeli widzowie uwierzą w postać, którą gram, w zupełności mnie to satysfakcjonuje.
(…) Myślę jednak, że ludzie, na których mi zależy, wiedzą, co robię. Czuję się zażenowany, kiedy słucham artystów znających odpowiedź na każde pytanie. Wydaje mi się, że stan, w którym człowiek wie wszystko, to wewnętrzna martwota. Przecież urok życia polega również na tym, że ciągle coś się zmienia. Stale pojawiają się nowe pytania. Szukam odpowiedzi w literaturze, teatrze, kinie. Nie noszę ich gotowych w sobie, dlatego nie lubię wywiadów. Całą swoją pracę traktuję jako formę dialogu. Teatr jest rozmową z widzem, podczas której największym twardzielom zdarza się płakać, chociaż nikomu się do tego nie przyznają. Jeżeli nie nawiążę kontaktu z drugim człowiekiem podczas spektaklu, to nie ma sensu potem tłumaczyć przyczyn tego niepowodzenia. Aktorstwo nie jest zawodem, który można uprawiać teoretycznie. Mariusz Benoit