Kalina Wielińska, absolwentka kulturoznawstwa, była pierwszą osobą, która zjadła zapiekankę w teatrze.
Krakowskim symbolem prosto z pieca (klasyka smaku: pieczarki i ser) częstujemy do końca tygodnia wszystkich widzów przybyłych na multimedialny spektakl „Moralność Pani Dulskiej czyli w poszukiwaniu zagubionego czakramu”. Zjedzenie zapiekanki w teatrze jest jedną z atrakcji pierwszego Międzynarodowego Stołeczno-Królewskiego Tygodnia Kołtuna, który potrwa do niedzieli.
Kalina nie czuła, że robi coś niestosownego, dokonując konsumpcji kulinarnej w świątyni konsumpcji duchowej. - W Łaźni jestem pierwszy raz, ale wcześniej dużo o niej słyszałam. Na razie jestem nieco oszołomiona. Nie wygląda to jak teatr, tylko jak... fabryka! Pewnie w innym teatrze jedzenie zapiekanki bardziej by zazgrzytało – mówiła Kalina pomiędzy jednym a drugim gryzem
Następnym punktem programu było wypełnienie testu psychologicznego na kołtuństwo. Kalinie wyszło, że ma ¾ kołtuna. -Wiedziałam o tym, nie musiałam nawet wypełnić testu – śmiała się Kalina, zapowiadając, że otrzymany certyfikat pokaże swojemu chłopakowi.

Widzowie odbierają od Prezesa
Felicjana Dulskiego Certyfikaty Kołtuna.
Na miano Kołtuna trza sobie zasłużyć! Myślicie, że wystarczy jeść kotlety sojowe w piątek i lansować się na Rynku oraz Kazimierzu w knajpkach? Kochani, to robi każdy. Aby się wyróżnić, trza jeszcze zjeść zapiekankę w teatrze i wypełnić krótki test "Czy jesteś kołtunem?".
Potem można już spokojnie odebrać specjalny dokument z imieniem i nazwiskiem, opatrzony podpisem Prezesa (zaraz po spektaklu „Moralność Pani Dulskiej czyli w poszukiwaniu zagubionego czakramu).

Certyfikat Kołtuna upoważnia do „stosownego prowadzenia się, a w szczególności do: spacerów na Kopiec, wokół stołu w salonie, szczególnej dbałości o rośliny doniczkowe oraz bywania jak najczęściej na kawce w stosownych lokalach gastronomicznych”.
Jak coming out to coming out:)
ps. Kochane Kołtuny i Kołtunki, tylko ostrożnie z bywaniem w Łaźni, bo tutejszy wyczesany klimat jest lepszy dla higieny myślenia niż dla hodowania kołtuna. Zawieszenie grzebienia trwa tylko do niedzieli!

Jedną z atrakcji zakończonego w niedzielę Tygodnia Kołtuna był koncert zespołu Tymon&The Transistors z projektem "Wesele".
Jak było? W piątek, po spektaklu zaczęło się potrząsanie kołtunami, gaszenie pożaru na scenie, ogniste quasi-kabaretowe teksty Tymona od których widownia dostała wypieków, biały miś pląsał z czarną mewą i szatanem pośród cumulusów...

Kochani, w trzech słowach: KAWAŁ ŚWIETNEGO KONCERTU!
Żałujcie, jeśli Was nie było i nie poczuliście się przez chwilę jak kumple Tymona&The Transistors z wojska.
Panu, który oddał spragnionemu wokaliście swój napój, serdecznie dziękujemy! Jak fan to fan!:)
Nasi slamerzy w kolejności
wywalczonych miejsc:
od lewej w kolejności zajętych miejsc:
Mateusz Marek, na codzień student dziennikarstwa z poczuciem humoru (ale zapewnia, że nie przestawia dla żartu kolejności imienia i nazwiska)
Justyna Kamińska, studiuje filozofię i przyszła na slam z pozytywnym przesłaniem na temat świata
Dariusz Piotr Rozlechowski, w pracy masażysta, w życiu praktykujący artysta
Wszyscy wyjechali z nagrodami ze slamu kończącego
Międzynarodowy Stołeczno-Królewski Tydzień Kołtuna.
(zielak)
Idea Tygodnia Kołtuna
Program Tygodnia Kołtuna
Informacje o spektaklu
Niezbędnik Kołtuna
Dlaczego "w poszukiwaniu zagubionego czakramu"?
KRAKÓW, stolica Polaków (w odróżnieniu od Warszawy, będącej stolicą Polski)
MA CZAKRAM. Magiczne miejsce mocy, jedno z siedmiu centrów energetycznych ziemi (wiecie gdzie?:))
To węzeł energetyczny pełniący przypisaną mu, niezwykle istotną role przekaźnika, generatora, stymulatora, korektora i
nośnika, a nawet czasem cenzora. Jego uzdrawiająca energia daje ogromną siłę, pozwala na optymalny rozwój, oczyszcza organizm
ze złych mocy i chorób.
POSZUKIWANIE CZAKRAMU
Według reżysera Bartosza Szydłowskiego, to coś, do czego jesteśmy w Krakowie wręcz zobligowani. "W mieście wielkich
artystów każdy aspiruje - Dulska jest opętana "Dezyderatą" i mitem Piwnicy pod Baranami. W takiej sytuacji trudno się odważyć
na własną, indywidualną drogę. Zwykle podpieramy się wszystkim, co okraszone sukcesem, wkładamy zbroję cudzych opinii,
sprawdzonych rozwiązań. No i stajemy się nudni" - mówi Szydłowski wywiadzie dla Gazety Wyborczej
"Kraków jest miastem trudnym przez swoją gęstość. Artyści, tradycja, różnego rodzaju czakramy i legendy tworzą czapę, którą w
indywidualnej drodze rozwoju dosyć trudno przebić. Dulszczyzna krakowskiej cyganerii to taki szpan, gdzie rządzi plotka i
powtarzana bezmyślnie opinia. Po krakowskich knajpach włóczy się wielu Zbyszków Dulskich, nieutalentowanych artystów
poszukujących swojej tożsamości w modnych i akceptowanych trendach, konwencjach i stylach. Taka dulszczyzna artystyczna jest
dużo gorsza od tej drobnomieszczańskiej. Tak samo ślepa na drugiego człowieka, szafuje nie tyle "moralnością", ile prawem do
poszukiwania prawd absolutnych".
(z wywiadu dla Gazety Krakowskiej)