| Zagłada ludu albo MOJA WĄTROBA JEST BEZ SENSU |
|
|
|
| 22.10.2009. | |
|
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi Zagłada ludu albo MOJA WĄTROBA JEST BEZ SENSU Autor: Werner Schwab Reżyser: Grzegorz Wiśniewski Realizatorzy: scenografia - Grzegorz Wiśniewski Występują: Pani Grollfeuer - Bogusława Pawelec Premiera 15 listopada 2008 na Dużej Scenie.Herman - Przemysław KozłowskiW 1991 roku uznano Zagładę ludu albo moja wątroba jest bez sensu za najlepszy debiut, a pięć lat później dramaty Schwaba (1958-1994), austriackiego obrazoburcy, grano z powodzeniem w całej Europie. Dziś weszły one na trwałe do repertuaru europejskiego teatru, a właściwy Schwabowi język, dobrze mieszczący się w tradycji Ödöna von Horvátha i Grupy Wiedeńskiej, określa się mianem Schwabdeutsch. Sam autor nazwał kiedyś język, jakim operował, fekalicznym. Bohaterowie jego utworów, odarci z wszelkich form, masek, konwenansów, posługują się niegramatycznym i nieskładnym językiem, z ich ust płynie nieustanny potok złorzeczeń, plugastw i przekleństw. Zagłada ludu to autobiograficzna i bezkompromisowa wypowiedź oraz drastyczny, wielowymiarowy traktat o życiu i człowieczeństwie. Nie bez powodu opatrzona jest podtytułem Radykalna komedia, poświęcona mnie samemu, autorowi, wielowymiarowemu kłamcy. Jest brutalna, nieco makabryczna, nawet skandalizująca, przynajmniej jak na naszą rodzimą, hipokryzją ugłaskaną wrażliwość. Ale nie o zgorszenie w niej chodzi, ale o ujawnienie wszystkiego, co jest starannie ukrywane - kłamstwo, kazirodztwo, małostkowość, miernotę umysłową. Tak obnażony człowiek, jest tylko żałosną, pozbawioną wrażliwości i inteligencji wydmuszką zaślepioną konsumpcją i drobnomieszczańskim dobrobytem, sytym nuworyszem, sprowadzonym do czysto fizjologicznych odruchów, głuchym na frazes i obłudę. fot.G. Nowak RECENZJE Łukasz Drewniak, Dziennik Polska "Grzegorz Wiśniewski na Schawabie się zna i potrafi z jego groźnego świata ulepić nośne przekazy o naszym cierpiącym na znieczulicę, atrofię wyższych uczuć i moralną degrengoladę świecie. (...) W Łodzi poprowadził aktorów do zwycięstwa. Trzeba by wymienić wszystkich, bo nie ma w tym spektaklu słabych punktów, ale przede wszystkim znakomitą Barbarę Marszałek jako panią Robak, fanatycznego tłuka z wewnętrzną determinacją przywiązaną do swoich bożków, i Milenę Lisiecką, panią Kovacic, lisio-chytrą sąsiadkę, dybiąca na nieszczęście bliźnich, nadętą drobnomieszczankę z lakierem do włosów zamiast mózgu i, oczywiście, Bogusławę Pawelec jako mizantropiczno-sadystyczną profesorową Grollfeuer, a zarazem aktorkę, która buntuje się przeciw swojej roli. (...) Tomasz Miłkowski, AICT Michał Lenarciński, Dziennik Łódzki The Times "Na scenie Teatru im. Jaracza Grzegorz Wiśniewski jest jak dyrygent perfekcyjnej orkiestry (rewelacyjni aktorzy!). (...) Intrygujący spektakl, poruszający tekst - słowa i zdarzenia włażące pod skórę, dotykające do bólu. Koncert na najwrażliwszych strunach, prowokacja, z którą warto się zmierzyć." Renata Sas, Express Ilutrowany Olga Ptak, Dziennik Teatralny Olga Chwiłowicz, Teatralia
|




